Dziś wita Was piątkowy koteczek:)
...a ja chcę Wam pokazać małą szydełkową serwetkę w kształcie listka. Użyłam szydełka 1,25mm więc listek jest naprawdę niewielki:)
Co powiecie na taką mniej typową serwetkę? Wiem, że już wiele z Was ma ten wzór za sobą, ale to mój pierwszy liść:)
Życzę Wam miłego weekendu i ślę buziaki!:)
PEACE
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocie sprawy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kocie sprawy. Pokaż wszystkie posty
piątek, 30 listopada 2018
piątek, 16 listopada 2018
Buziaki - mruczaki!❤
Witajcie Kochani, u nas zapowiada się chłodny weekend. Życzę Wam odpoczynku i ślę buziaki mruczaki!:))
sobota, 29 września 2018
Szydełkowy obrus + Włochaty wypoczynek
Witajcie kochani, Dziś mam w sumie wiele, ale jednak niewiele do pokazania...i po tym enigmatycznym wstępie już wyjaśniam, oto i obrus sześciokątny, który w końcu skończyłam i rozprasowałam . Jest duży, ale wzór się powtarza i stąd tylko jedno foto, a więc szału zdjęciowego nie ma:)
Obrus jest prezentem gwiazdkowym i mam nadzieję, że będzie się podobał nowej właścicielce:) Ja z pewnością na jakiś czas mam dość dużych projektów:D Uffff....
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
A tu moja wypoczywająca asystentka. Ułożona na swojej ulubionej piżamie i absolutnie nieskora do czegokolwiek poza leniwym nadzorem wzrokowym :)
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
Ślę Wam buziaki i życzę miłego dnia!:)
PEACE
Obrus jest prezentem gwiazdkowym i mam nadzieję, że będzie się podobał nowej właścicielce:) Ja z pewnością na jakiś czas mam dość dużych projektów:D Uffff....
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
A tu moja wypoczywająca asystentka. Ułożona na swojej ulubionej piżamie i absolutnie nieskora do czegokolwiek poza leniwym nadzorem wzrokowym :)
♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥ ♥
Ślę Wam buziaki i życzę miłego dnia!:)
PEACE
wtorek, 18 września 2018
Szydełkowa narzutka z kwadratu + Słonko za zasłonką:)
Zwykły kwadrat stał się milutką, bawełnianą narzutką...
Użyłam włóczki na szydełko 2,5-3,5 i szydełka 3,5mm, a do wykończenia szydełka 3mm. Wzór znalazłam w sieci, ale każdy kwadrat można tak wykorzystać:) Mój mierzy ok. 85cm.
Co powiecie na szydełkową narzutkę z kwadratu? Może być?
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
...a za zasłonką wypatrzyłam moje słonko:)
...ziewające słonko...ahhh, jak dobrze być kotkiem:)
Ślę Wam serdecznie mruczące uściski!:))
PEACE
Użyłam włóczki na szydełko 2,5-3,5 i szydełka 3,5mm, a do wykończenia szydełka 3mm. Wzór znalazłam w sieci, ale każdy kwadrat można tak wykorzystać:) Mój mierzy ok. 85cm.
Co powiecie na szydełkową narzutkę z kwadratu? Może być?
---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
...a za zasłonką wypatrzyłam moje słonko:)
...ziewające słonko...ahhh, jak dobrze być kotkiem:)
Ślę Wam serdecznie mruczące uściski!:))
PEACE
wtorek, 28 sierpnia 2018
"Czy mnie jeszcze pamiętasz"?:)
Po pierwsze, chcę Wam pokazać serwetkę szydełkową z trójwymiarowymi kwiatkami.
Zrobiona już jakiś czas temu, wreszcie doczekała się blogowego debiutu:)
Podoba mi się w niej to, że trójwymiarowe kwiatuszki są na brzegach i w ten sposób na serwetce można bez problemu ustawiać drobiazgi (zapozować niewielkowymiarowo:))
Po drugie, odkryłam w Lille świetny sklep MAISONS DU MONDE i oprawiłam wreszcie stare foto. To duży postęp, ponieważ nie jestem fanką wystawiania własnych zdjęć. Nawet jeśli jestem z Lubym, to i tak jakoś nie przepadam, ale to jedno może być:D Zrobione w fotomatonie ponad pięć lat temu, teraz sobie wisi.
Czy też tak macie? Ja do tego w ogóle nie lubię wieszać na ścianach wizerunków twarzy...
Po trzecie, muszę oczywiście wspomnieć o Bastet. Z cmentarnego dzikusa zrobiła się kicia przytulanka!:) Moja co prawda jedynie, bo na Lubego wciąż reaguje niepewnie (chyba, że jest pora karmienia:))... Przed obcymi natomiast chowa się i tak naprawdę, to niewiele osób ją widziało:D
Obecnie ćwiczymy chodzenie w obroży. Idzie nieźle i Bastet nie próbuje już za wszelką cenę zerwać tej wyszukanej biżuterii...
Dlaczego chcę, żeby miała obrożę?
Choć Bastet jest kotkiem domowym, to czasem wymknie się za drzwi na klatkę schodową. Ostatnim razem wpadła w panikę i musiałam ją gonić po piętrach. Było to mało zabawne. Dała się w końcu złapać, gdy już sąsiedzi zaczęli otwierać drzwi i pytać, czy wszystko w porządku:p Gdyby przypadkowo wypadła na dwór, to obroża pomoże ludziom zorientować się, że to czyjś kotek, a nie bezpański kłębek nerwów.
W każdym razie, Bastet to naprawdę nie ten sam kotek, którego przygarnęliśmy. Pamiętacie, jak opisywałam Wam jej postępy? Jak siedziała w szafce i jak powoli robiła pierwsze kroki? (Możecie przeczytać jak ją oswajałam zakładce"kocie sprawy")
Na koniec mam dla Was słodkie foteczki z zabawy słomką...
Mam nadzieję, że mnie jeszcze pamiętacie?:) Witam również nowych obserwatorów i ślę Wam wszystkim cieplutkie buziaki i moc uścisków:)
PEACE
piątek, 2 czerwca 2017
Inne naleśniki z sałatką + Bastet na słodko
Witajcie Kochani, Znacie powiedzenie "przez żołądek do serca"? Uważam, że smaczny posiłek rzeczywiście działa cuda. Uwielbiam gotować dla najbliższych i staram się dopasowywać smak do ich upodobań. Mój Luby na przykład chętnie je naleśniki, ale nie na słodko. Dlatego też dziś mam dla Was przepis na naleśniki z serem i pobudzającą smak sałatką.

SKŁADNIKI:
-Duże naleśniki
(Można zrobić, jak kto lubi. U mnie ciasto rozciągnęłam śmietaną i wodą. Dałam 2 jajka, mąkę, szczyptę soli i odrobineczkę cukru. Zazwyczaj robię z samą wodą bez mleka, śmietany itp.)
-Nadzienie do naleśników
-ementaler i ser typu camembert ( u mnie La Brique)
-świeża bazylia
-sałata
-czerwona papryka w proszku
-smażona na maśle cebula (u mnie podlana winem)
-Sałatka
-groszek z marchewką z puszki
-jabłko
-cebula
-korniszony
-sól i pieprz
-majonez
Podczas smażenia naleśników kroimy sobie składniki sałatki: jabłko siekamy drobniutko, korniszony na malusieńką kosteczkę i cebulę także dość drobno. Marchewkę kroimy w średniej grubości talarki.
Wszystko mieszamy w misce z dodatkiem majonezu, solą i pieprzem.
Wstawiamy sałatkę do lodówki.
Następnie nasz ser topimy w mikrofalówce.
Na naleśnik dajemy trochę posiekanej sałaty i bazylii. Układamy odrobinkę smażonej na maśle cebulki. Polewamy serem i posypujemy delikatnie papryką. Zwijamy naleśnika i układamy na docelowym talerzu.
Dla dorosłej osoby wystarczą dwa naleśniki. Pomiędzy nimi można ułożyć sałatkę i całość przybrać wedle uznania np. świeżą bazylią i dla ładnej kolorystyki pomidorkami koktajlowymi.

Co powiecie na takie inne naleśniki? Skusicie się?
✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿
Kiedy po kilku dniach nieobecności wróciliśmy z nadmorskiego Berck, to Bastet była trochę dzika. Najpierw musiałam ją głośno zawołać, aby w ogóle przyszła się przywitać. Przed Lubym zwiewała jeszcze bardziej niż zwykle, a do mnie wymiauczała milion skarg i dopiero wieczorem otworzyła się w pełni.

Wydaje mi się, że rozłąka bardzo stresuje moje maleństwo i zastanawiam się, czy wynika to z tego, że ona jeszcze nie czuje się w stu procentach pewnie?
Od stycznia Bastet poczyniła kolosalne postępy. Mieliśmy dzikiego, cmentarnego kotka, który przez długi czas mieszkał w szafce, a kiedy już dał się wyprowadzić na pokoje, to najmniejszy odgłos (buczenie lodówki, ruch na klatce schodowej itp.) wprawiał go w totalne przerażenie.
Malutka dopiero uczy się człowieka i nadal jest trochę niepewna. Coś tak jak z lustrem i metalicznym koszem na śmieci. Kiedy zobaczyła je po raz pierwszy, to kot po drugiej stronie wzbudzał w niej różne emocje, a na czubku tych wszystkich emocji była, falująca skórą na karku, niepewność. Teraz Bastet nie zwraca już uwagi na własne odbicie i nawet potrafi mi się przyglądać, patrząc w oczy mojemu odbiciu w lustrze:D
Kilka dni temu zaczęłam zaznajamiać Bastet ze szczotką. Pierwsze spotkanie miało miejsce już wcześniej i nie było zbyt udane. Koteczka uciekała ile sił w łapkach. Postanowiłam więc wykorzystać porę karmienia. Kiedy Bastet siedzi przed miseczką, zajęta jedzeniem, ja delikatnie przesuwam szczotką po jej pleckach. Pierwszy raz uciekła, ale drugi raz dała się poczesać. Za trzecim razem czesałam jej plecki aż skończyła jeść!:) Tak więc trzymajcie kciuki:) Szczotka leży obok miseczek i Bastet powolutku zaczyna współpracować:) Czy Wasze koty dają się czesać? Lubią to? Panna Miau uwielbiała czesanie i mam nadzieję, że Bastet w przyszłości będzie mi pozwalać na gruntowne porządkowanie sierści.
((Jeśli macie ochotę poczytać, jak udało mi się oswoić moją słodką dziewczynkę, to pierwszy post pojawił się 8.01.2017. Możecie przejrzeć zakładkę "Kocie sprawy" i tam prześledzić szczegółowo nasze postępy:))
✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿
Życzę Wam miłego dnia i przesyłam buziaki!:)
PEACE

SKŁADNIKI:
-Duże naleśniki
(Można zrobić, jak kto lubi. U mnie ciasto rozciągnęłam śmietaną i wodą. Dałam 2 jajka, mąkę, szczyptę soli i odrobineczkę cukru. Zazwyczaj robię z samą wodą bez mleka, śmietany itp.)
-Nadzienie do naleśników
-ementaler i ser typu camembert ( u mnie La Brique)
-świeża bazylia
-sałata
-czerwona papryka w proszku
-smażona na maśle cebula (u mnie podlana winem)
-Sałatka
-groszek z marchewką z puszki
-jabłko
-cebula
-korniszony
-sól i pieprz
-majonez
Podczas smażenia naleśników kroimy sobie składniki sałatki: jabłko siekamy drobniutko, korniszony na malusieńką kosteczkę i cebulę także dość drobno. Marchewkę kroimy w średniej grubości talarki.Wszystko mieszamy w misce z dodatkiem majonezu, solą i pieprzem.
Wstawiamy sałatkę do lodówki.
Następnie nasz ser topimy w mikrofalówce.Na naleśnik dajemy trochę posiekanej sałaty i bazylii. Układamy odrobinkę smażonej na maśle cebulki. Polewamy serem i posypujemy delikatnie papryką. Zwijamy naleśnika i układamy na docelowym talerzu.
Dla dorosłej osoby wystarczą dwa naleśniki. Pomiędzy nimi można ułożyć sałatkę i całość przybrać wedle uznania np. świeżą bazylią i dla ładnej kolorystyki pomidorkami koktajlowymi.

Co powiecie na takie inne naleśniki? Skusicie się?
✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿
Kiedy po kilku dniach nieobecności wróciliśmy z nadmorskiego Berck, to Bastet była trochę dzika. Najpierw musiałam ją głośno zawołać, aby w ogóle przyszła się przywitać. Przed Lubym zwiewała jeszcze bardziej niż zwykle, a do mnie wymiauczała milion skarg i dopiero wieczorem otworzyła się w pełni.
![]() |
| "Popatrz jaka jestem słodka i już nigdy nie zostawiaj samej" |

Wydaje mi się, że rozłąka bardzo stresuje moje maleństwo i zastanawiam się, czy wynika to z tego, że ona jeszcze nie czuje się w stu procentach pewnie?
Od stycznia Bastet poczyniła kolosalne postępy. Mieliśmy dzikiego, cmentarnego kotka, który przez długi czas mieszkał w szafce, a kiedy już dał się wyprowadzić na pokoje, to najmniejszy odgłos (buczenie lodówki, ruch na klatce schodowej itp.) wprawiał go w totalne przerażenie.
Malutka dopiero uczy się człowieka i nadal jest trochę niepewna. Coś tak jak z lustrem i metalicznym koszem na śmieci. Kiedy zobaczyła je po raz pierwszy, to kot po drugiej stronie wzbudzał w niej różne emocje, a na czubku tych wszystkich emocji była, falująca skórą na karku, niepewność. Teraz Bastet nie zwraca już uwagi na własne odbicie i nawet potrafi mi się przyglądać, patrząc w oczy mojemu odbiciu w lustrze:D
Kilka dni temu zaczęłam zaznajamiać Bastet ze szczotką. Pierwsze spotkanie miało miejsce już wcześniej i nie było zbyt udane. Koteczka uciekała ile sił w łapkach. Postanowiłam więc wykorzystać porę karmienia. Kiedy Bastet siedzi przed miseczką, zajęta jedzeniem, ja delikatnie przesuwam szczotką po jej pleckach. Pierwszy raz uciekła, ale drugi raz dała się poczesać. Za trzecim razem czesałam jej plecki aż skończyła jeść!:) Tak więc trzymajcie kciuki:) Szczotka leży obok miseczek i Bastet powolutku zaczyna współpracować:) Czy Wasze koty dają się czesać? Lubią to? Panna Miau uwielbiała czesanie i mam nadzieję, że Bastet w przyszłości będzie mi pozwalać na gruntowne porządkowanie sierści.
((Jeśli macie ochotę poczytać, jak udało mi się oswoić moją słodką dziewczynkę, to pierwszy post pojawił się 8.01.2017. Możecie przejrzeć zakładkę "Kocie sprawy" i tam prześledzić szczegółowo nasze postępy:))
✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿
Życzę Wam miłego dnia i przesyłam buziaki!:)
PEACE
piątek, 12 maja 2017
Kwiatowa serwetka szydełkowa 3d (schemat) + Dawka prywaty
Witajcie Kochani, Dziś prezentuję kawałek bajkowej zieleni:)

Na szydełku 1,25mm powstała trójwymiarowa serwetka kwiatowa (średnica 40cm). Bardzo chciałam ją dołączyć do mojej kwiatowej kolekcji i uwinęłam się nawet nieźle z szydełkowaniem, ale już bardzo leniwie wciągałam wszystkie niteczki:D
Użyłam kordonka w kolorze ecru, jasnego błękitu, zieleni i żywego granatu.
Na serwetce przysiadła sobie para ptaszków. Tak stara jak i ja, ale pełna wigoru. W końcu udało się im przelecieć z Polski do Francji. Ten wyczyn wymagał świetnej kondycji!:)

Jak podoba się Wam taka trójwymiarowa serwetka na szydełku? Lubicie kwiatowe motywy?
* * * * * * * * * * * * * * *
Jeśli macie ochotę zrobić sobie taką serwetkę, to chętnie podzielę się wzorami, z których korzystałam:
Serwetka kwiaty 3d wzór/ schemat

* * * * * * * * * * * * * * *
Wyobraźcie sobie, że i u mnie się ochłodziło. a na dowód daję foto:)


Pochodziłam trochę po mieście i wcale nie było mi za ciepło w ażurowej bawełnianej tunice, swetrze i cienkiej kurteczce. Przydały mi się nawet ocieplacze na dłonie.
Nie narzekam bynajmniej, bo taka niższa temperatura bardzo mi odpowiada:) Wiecie, że nie jestem fanką palącego słońca i upału, a wręcz przeciwnie, uwielbiam jesień i zimę i pewnie dobrze bym się zaaklimatyzowała w chłodnym klimacie.
Widzicie kota w kwiatkach?
To figurka, która upamiętnia fakt, iż kiedy w Lille właśnie w tej okolicy garbowano skóry.
...a jak już jesteśmy na kotkach, to Bastet oglądała ostatnio bardzo interesujący film:)
Nie musiałam jej wcale przekonywać do siedzenia przed ekranem, bo był to film dla kotów:)
Biegające jaszczurki bardzo jej się spodobały i nie tylko śledziła je wzrokiem, ale także pacała łapką...
* * * * * * * * * * * * * * *
Ślę Wam buziaki i serdecznie ściskam.
PEACE

Na szydełku 1,25mm powstała trójwymiarowa serwetka kwiatowa (średnica 40cm). Bardzo chciałam ją dołączyć do mojej kwiatowej kolekcji i uwinęłam się nawet nieźle z szydełkowaniem, ale już bardzo leniwie wciągałam wszystkie niteczki:D
Użyłam kordonka w kolorze ecru, jasnego błękitu, zieleni i żywego granatu.
Na serwetce przysiadła sobie para ptaszków. Tak stara jak i ja, ale pełna wigoru. W końcu udało się im przelecieć z Polski do Francji. Ten wyczyn wymagał świetnej kondycji!:)
Jak podoba się Wam taka trójwymiarowa serwetka na szydełku? Lubicie kwiatowe motywy?
* * * * * * * * * * * * * * *
Jeśli macie ochotę zrobić sobie taką serwetkę, to chętnie podzielę się wzorami, z których korzystałam:
Serwetka kwiaty 3d wzór/ schemat
![]() | ![]() | ![]() |

* * * * * * * * * * * * * * *
Wyobraźcie sobie, że i u mnie się ochłodziło. a na dowód daję foto:)


Pochodziłam trochę po mieście i wcale nie było mi za ciepło w ażurowej bawełnianej tunice, swetrze i cienkiej kurteczce. Przydały mi się nawet ocieplacze na dłonie.
Nie narzekam bynajmniej, bo taka niższa temperatura bardzo mi odpowiada:) Wiecie, że nie jestem fanką palącego słońca i upału, a wręcz przeciwnie, uwielbiam jesień i zimę i pewnie dobrze bym się zaaklimatyzowała w chłodnym klimacie.
Widzicie kota w kwiatkach?
To figurka, która upamiętnia fakt, iż kiedy w Lille właśnie w tej okolicy garbowano skóry.
...a jak już jesteśmy na kotkach, to Bastet oglądała ostatnio bardzo interesujący film:)
Nie musiałam jej wcale przekonywać do siedzenia przed ekranem, bo był to film dla kotów:)
Biegające jaszczurki bardzo jej się spodobały i nie tylko śledziła je wzrokiem, ale także pacała łapką...

* * * * * * * * * * * * * * *
Ślę Wam buziaki i serdecznie ściskam.
PEACE
środa, 29 marca 2017
Kolorowy wóz Hagi (projekt recyklingowy) + Co słychać u Bastet?
Witajcie Kochani. Wyobraźcie sobie, że z dwóch szpulek po kordonku i czterech kapsułek do kawy można zbudować specjalny powóz elficki! Prowadząca wędrowny tryb życia Haga, miała dość dźwigania tobołków na plecach. Jej wierny koń Patison również nie kwapił się to taszczenia ekwipunku, w którego skład wchodzi spory metalowy kociołek.
Elfka udała się więc do sklepu z powozami i wybrała lekko używany i bardzo praktyczny wóz.

Wybrała także wygodną uprząż...
Patison w lot został ubrany w chomąto i i dwójka wybrała się w las.


Jak podoba się Wam nowy środek transportu elfki Hagi?
Kapsułki do ekspresu bardzo ułatwiły mi wykonanie wozu. Wystarczyło dokleić do nich szprychy z wykałaczek, dać patyczki od szaszłyków oraz koraliki, owinąć kapsułkowe koła sznurkowym łańcuszkiem i całość pomalować.
Z patyczków po lodach powstała część uprzęży i ozdobne listwy przy siedzeniu woźnicy. Wykorzystałam również druciki, przytrzymujące korki butelek.
Sztywna część uprzęży ma wszyty właśnie drucik i również z niego wygięłam kółeczka łączące elementy itp.
Kotara z wstążki, koronek i koralików osłania wnętrze wozu i można ją przesuwać na karniszu.
Uwielbiam robić coś z niczego. Wymyślanie roli dla pustych opakowań, zniszczonych urządzeń i wszelakich śmieci sprawia mi wielką przyjemność. Czasami patrzę sobie na coś i chomikuję to, bo wiem że się przyda, ale jeszcze nie mam pojęcia do czego. Bywa też tak, że najpierw rodzi się pomysł, a później przeglądam odpadki i gromadzę odpowiednie materiały.
Często podczas wykonywania przedmiotów do Niewielkiego Wymiaru, w mojej głowie układają się niewielkowymiarowe historyjki.
Czy Wam też zdarza się przed zaśnięciem leżeć w łóżku i obmyślać działania twórcze?:)
* * * * * * * * * * * * * * *
Bastet już chyba w 99% zadomowiła się u nas, bo choć nadal nie jest super wylewna w stosunku do Lubego, to jest zdecydowanie mniej płochliwa.
Nadal chetnie chodzi za mną i często układa się gdzieś w pobliżu mnie, ale podąża też własnymi ścieżkami i lubi wylegiwać się na oparciu kanapy przy oknie w dużym pokoju. Tam też właśnie teraz przysypia.
Dziś rano, kiedy wyczuła, że się przebudzam, wskoczyła do mnie na łóżko, mruczała i gruchała i dala się wygłaskać.
Później zaprowadziła mnie do kuchni na śniadaniowy pasztet:)
Muszę znaleźć dobry moment, aby przedstawić jej szczotkę, bo robi się ciepło i pomoc w wymianie futerka na letnie z pewnością by się malutkiej przydała.
Co słychać u Waszych zwierzęcych przyjaciół?
* * * * * * * * * * * * * * *
Przesyłam Wam ciepłe uściski i życzę spokojnego dnia.
PEACE
Elfka udała się więc do sklepu z powozami i wybrała lekko używany i bardzo praktyczny wóz.

Wybrała także wygodną uprząż...
Patison w lot został ubrany w chomąto i i dwójka wybrała się w las.

Jak podoba się Wam nowy środek transportu elfki Hagi?Kapsułki do ekspresu bardzo ułatwiły mi wykonanie wozu. Wystarczyło dokleić do nich szprychy z wykałaczek, dać patyczki od szaszłyków oraz koraliki, owinąć kapsułkowe koła sznurkowym łańcuszkiem i całość pomalować.
Z patyczków po lodach powstała część uprzęży i ozdobne listwy przy siedzeniu woźnicy. Wykorzystałam również druciki, przytrzymujące korki butelek.
Sztywna część uprzęży ma wszyty właśnie drucik i również z niego wygięłam kółeczka łączące elementy itp.
Kotara z wstążki, koronek i koralików osłania wnętrze wozu i można ją przesuwać na karniszu.
Uwielbiam robić coś z niczego. Wymyślanie roli dla pustych opakowań, zniszczonych urządzeń i wszelakich śmieci sprawia mi wielką przyjemność. Czasami patrzę sobie na coś i chomikuję to, bo wiem że się przyda, ale jeszcze nie mam pojęcia do czego. Bywa też tak, że najpierw rodzi się pomysł, a później przeglądam odpadki i gromadzę odpowiednie materiały.
Często podczas wykonywania przedmiotów do Niewielkiego Wymiaru, w mojej głowie układają się niewielkowymiarowe historyjki.
Czy Wam też zdarza się przed zaśnięciem leżeć w łóżku i obmyślać działania twórcze?:)
* * * * * * * * * * * * * * *
Bastet już chyba w 99% zadomowiła się u nas, bo choć nadal nie jest super wylewna w stosunku do Lubego, to jest zdecydowanie mniej płochliwa.Nadal chetnie chodzi za mną i często układa się gdzieś w pobliżu mnie, ale podąża też własnymi ścieżkami i lubi wylegiwać się na oparciu kanapy przy oknie w dużym pokoju. Tam też właśnie teraz przysypia.
Dziś rano, kiedy wyczuła, że się przebudzam, wskoczyła do mnie na łóżko, mruczała i gruchała i dala się wygłaskać.
Później zaprowadziła mnie do kuchni na śniadaniowy pasztet:)
Muszę znaleźć dobry moment, aby przedstawić jej szczotkę, bo robi się ciepło i pomoc w wymianie futerka na letnie z pewnością by się malutkiej przydała.
Co słychać u Waszych zwierzęcych przyjaciół?
* * * * * * * * * * * * * * *
Przesyłam Wam ciepłe uściski i życzę spokojnego dnia.
PEACE
czwartek, 2 marca 2017
Napój Lassi + Szafka z patyczków po lodach + Obiadowa sałatka
Witajcie Kochani, Nazbierało się rzeczy, o których chciałabym Wam powiedzieć i przerwa w blogowaniu nie mogła trwać dłużej:)
Nadal nie czuję się najlepiej, ale staram się nie poddawać, bo na to przecież zawsze jest czas. Ostatnio pisałam Wam o eksperymencie z kasowaniem wspomnień i że chętnie bym się mu poddała. Prawda jest taka, że nie wiedziałabym od czego zacząć, żeby wyjść na prostą:) Tu i teraz toczy się życie, które jakby złośliwie usiłuje mi pokazać, że do niczego się nie nadaję i że mogę sobie chcieć wydobrzeć, ale i tak te moje chęci przelecą mi przez palce po to tylko, aby zasilić podle rozchichotaną armię pod wezwaniem Samodestrukcji. Jeden żołnierzyk spada na drugiego, otrzepuje szary kubraczek i staje w szeregu. Jak tu wygrać? Przydałaby się broń masowego rażenia:)
Nie o tej wojnie jednak będę Wam dziś pisać, bo w blogowym świecie wciąż jest sporo miejsca na miłe i kolorowe wspominki. A więc zaczynamy...
Wyobraźcie sobie, że kilka dni temu wybraliśmy się z Lubym do mojej ulubionej indyjskiej restauracji i tym razem również zamówiłam ulubionego kurczaka curry, ale skusiłam się na nowy dla mnie napój o wdzięcznej nazwie Lassi.

Napój Lassi jest robiony z jogurtu, wody i przypraw i tradycyjnie jest słony, ale w menu była jeszcze jego słodka odmiana i mango. W każdym razie, ja zamówiłam wersję na słono i zachwyciłam się do tego stopnia, że aż postanowiłam Wam o Lassi napisać. Smak trunku jest delikatny, konsystencja lekka i jak dla mnie jest to wielkie, orzeźwiające odkrycie. Czuję, że już zawsze będę uprzyjemniać sobie posiłek właśnie tym mlecznym kawałkiem raju:)

Byłam bardzo przyjemnie zaskoczona, że dostałam cały dzbanek, ale spokojnie zmieściłabym o wiele więcej...Pychotka!!! Jeśli będziecie mieć okazję spróbować Lassi, to naprawdę warto.
✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿
Wczoraj skończyłam szafkę do łazienki Minki. Całość powstała z patyczków po lodach. Zbierałam je długo i w końcu zabrałam się za przycinanie, piłowanie i klejenie...
Całość pomalowałam farbą akrylową, ale bardzo delikatnie, żeby nadal było widać fakturę drewna.
Szafka ma funkcjonalną szufladkę,w której Minka składuje ręczniki i choć ten miniaturowy mebelek powstał bez żadnego planu i całkowicie na żywioł, to myślę, że pasuje do miniaturowej łazienki. Jak myślicie?
Sekretem do wykonania szafki jest kartonowe pudełko zszywek i taśma klejąca...serio:) Najpierw długie patyczki boków przykleiłam do taśmy klejącej żeby się nie ruszały, a później dokleiłam do nich poprzeczne patyczki. Następnie uzyskałam kąty proste, przykładając boczki do pudełka zszywek. Dorobiłam tył i blat. Na końcu powstała szuflada. Z nią miałam najwięcej przygód, bo cięłam na oko,a więc było sporo piłowania i poprawek.
Do klejenia elementów, które mogły sobie schnąć dłużej użyłam kleju do drewna, a resztę kleiłam gorącym klejem i Super Glue.
W tle możecie zobaczyć również lustro, które zrobiłam z tektury, kawałka rozbitego lusterka i sznurka.

Sedes ze starej butelki już kiedyś Wam pokazywałam. Nadal działa:)
"Ojej! Tylko nie to!! Zdjęcie na sedesie?! To dziecinne!"
Minka ma na sobie nową bluzeczkę szydełkową i papucie z gumki do włosów. Jest zadowolona i życie na statku Kapitana Snapa zdecydowanie ją rozpieszcza. Nadal nie wiadomo, czym konkretnie zajmuje się jako członek załogi, ale wszyscy wiedzą, że uwielbia gorące kąpiele i że mimo braku wybitnego talentu muzycznego, chętnie śpiewa, pluskając się w pianie.

Jak podoba się Wam miniaturowa szafka z patyczków po lodach?
✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿
Bastet ma się dobrze i dzisiaj rano długo się przytulała, a później jak strzała pomknęła na śniadaniowy pasztet:)

Teraz malutka jest już po obiadku, a ja zabieram się właśnie do sałatki z marchewką, awokado i sosem pomidorowym.
Ta obiadowa sałatka jest autentycznie smakowita i szybka w przygotowaniu. Jeśli więc macie ochotę na mój obiad, to daję przepis:)
SKŁADNIKI:
-marchewka
-szalotka
-pomidory (koktajlowe)
-awokado
-korniszony
-zioła prowansalskie
-sól
-pieprz
-cukier
-mąka
-masło
-coś do miksowania (u mnie rączka)
Marchewkę obieramy, kroimy w talarki i wrzucamy na rozgrzane masło. Podsmażamy i zalewamy wodą. Gotujemy pod przykryciem, na małym ogniu aż marchewka będzie miękka (ale nie rozgotowana). Doprawiamy bardzo delikatnie solą i cukrem i odgarniamy w garnku marchewkę na bok. dosypujemy trochę mąki i mieszamy aż całość zgęstnieje. Z tym sosikiem mieszamy marchewkę.
Kroimy szalotkę, awokado i korniszony, mieszamy i wykładamy na talerz. Na około układamy marchewkę.
Pomidory miksujemy na gładką masę, solimy, pieprzymy i polewamy nimi sałatkę.
Całość posypujemy ziołami prowansalskimi.
Zrobicie sobie takie jedzonko? A może w Waszym menu już gości podobna sałatka?
✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿
Życzę Wam wszystkiego dobrego i przesyłam buziaki. Trzymajcie się!
PEACE
Nadal nie czuję się najlepiej, ale staram się nie poddawać, bo na to przecież zawsze jest czas. Ostatnio pisałam Wam o eksperymencie z kasowaniem wspomnień i że chętnie bym się mu poddała. Prawda jest taka, że nie wiedziałabym od czego zacząć, żeby wyjść na prostą:) Tu i teraz toczy się życie, które jakby złośliwie usiłuje mi pokazać, że do niczego się nie nadaję i że mogę sobie chcieć wydobrzeć, ale i tak te moje chęci przelecą mi przez palce po to tylko, aby zasilić podle rozchichotaną armię pod wezwaniem Samodestrukcji. Jeden żołnierzyk spada na drugiego, otrzepuje szary kubraczek i staje w szeregu. Jak tu wygrać? Przydałaby się broń masowego rażenia:)
Nie o tej wojnie jednak będę Wam dziś pisać, bo w blogowym świecie wciąż jest sporo miejsca na miłe i kolorowe wspominki. A więc zaczynamy...
Wyobraźcie sobie, że kilka dni temu wybraliśmy się z Lubym do mojej ulubionej indyjskiej restauracji i tym razem również zamówiłam ulubionego kurczaka curry, ale skusiłam się na nowy dla mnie napój o wdzięcznej nazwie Lassi.

Napój Lassi jest robiony z jogurtu, wody i przypraw i tradycyjnie jest słony, ale w menu była jeszcze jego słodka odmiana i mango. W każdym razie, ja zamówiłam wersję na słono i zachwyciłam się do tego stopnia, że aż postanowiłam Wam o Lassi napisać. Smak trunku jest delikatny, konsystencja lekka i jak dla mnie jest to wielkie, orzeźwiające odkrycie. Czuję, że już zawsze będę uprzyjemniać sobie posiłek właśnie tym mlecznym kawałkiem raju:)

Byłam bardzo przyjemnie zaskoczona, że dostałam cały dzbanek, ale spokojnie zmieściłabym o wiele więcej...Pychotka!!! Jeśli będziecie mieć okazję spróbować Lassi, to naprawdę warto.
✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿
Wczoraj skończyłam szafkę do łazienki Minki. Całość powstała z patyczków po lodach. Zbierałam je długo i w końcu zabrałam się za przycinanie, piłowanie i klejenie...
Całość pomalowałam farbą akrylową, ale bardzo delikatnie, żeby nadal było widać fakturę drewna.
Szafka ma funkcjonalną szufladkę,w której Minka składuje ręczniki i choć ten miniaturowy mebelek powstał bez żadnego planu i całkowicie na żywioł, to myślę, że pasuje do miniaturowej łazienki. Jak myślicie?Sekretem do wykonania szafki jest kartonowe pudełko zszywek i taśma klejąca...serio:) Najpierw długie patyczki boków przykleiłam do taśmy klejącej żeby się nie ruszały, a później dokleiłam do nich poprzeczne patyczki. Następnie uzyskałam kąty proste, przykładając boczki do pudełka zszywek. Dorobiłam tył i blat. Na końcu powstała szuflada. Z nią miałam najwięcej przygód, bo cięłam na oko,a więc było sporo piłowania i poprawek.
Do klejenia elementów, które mogły sobie schnąć dłużej użyłam kleju do drewna, a resztę kleiłam gorącym klejem i Super Glue.
W tle możecie zobaczyć również lustro, które zrobiłam z tektury, kawałka rozbitego lusterka i sznurka.

Sedes ze starej butelki już kiedyś Wam pokazywałam. Nadal działa:)"Ojej! Tylko nie to!! Zdjęcie na sedesie?! To dziecinne!"
Minka ma na sobie nową bluzeczkę szydełkową i papucie z gumki do włosów. Jest zadowolona i życie na statku Kapitana Snapa zdecydowanie ją rozpieszcza. Nadal nie wiadomo, czym konkretnie zajmuje się jako członek załogi, ale wszyscy wiedzą, że uwielbia gorące kąpiele i że mimo braku wybitnego talentu muzycznego, chętnie śpiewa, pluskając się w pianie.

Jak podoba się Wam miniaturowa szafka z patyczków po lodach?
✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿
Bastet ma się dobrze i dzisiaj rano długo się przytulała, a później jak strzała pomknęła na śniadaniowy pasztet:)

Teraz malutka jest już po obiadku, a ja zabieram się właśnie do sałatki z marchewką, awokado i sosem pomidorowym.
Ta obiadowa sałatka jest autentycznie smakowita i szybka w przygotowaniu. Jeśli więc macie ochotę na mój obiad, to daję przepis:)SKŁADNIKI:
-marchewka
-szalotka
-pomidory (koktajlowe)
-awokado
-korniszony
-zioła prowansalskie
-sól
-pieprz
-cukier
-mąka
-masło
-coś do miksowania (u mnie rączka)
Marchewkę obieramy, kroimy w talarki i wrzucamy na rozgrzane masło. Podsmażamy i zalewamy wodą. Gotujemy pod przykryciem, na małym ogniu aż marchewka będzie miękka (ale nie rozgotowana). Doprawiamy bardzo delikatnie solą i cukrem i odgarniamy w garnku marchewkę na bok. dosypujemy trochę mąki i mieszamy aż całość zgęstnieje. Z tym sosikiem mieszamy marchewkę.
Kroimy szalotkę, awokado i korniszony, mieszamy i wykładamy na talerz. Na około układamy marchewkę.
Pomidory miksujemy na gładką masę, solimy, pieprzymy i polewamy nimi sałatkę.
Całość posypujemy ziołami prowansalskimi.
Zrobicie sobie takie jedzonko? A może w Waszym menu już gości podobna sałatka?✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿ ✿
Życzę Wam wszystkiego dobrego i przesyłam buziaki. Trzymajcie się!
PEACE
Subskrybuj:
Posty (Atom)



