sobota, 4 lutego 2012

Jak się kłócić konstruktywnie i nie żałować

Po pierwsze chciałabym zaznaczyć, że nigdy w swoim życiu nie czytałam żadnej publikacji na ten temat. Wszystko co tu piszę jest poparte moimi własnymi doświadczeniami. Nie lubię się kłócić, ale kiedy już mi się zdarzy, staram się przestrzegać kilku prostych zasad.

Otóż po pierwsze, należy sobie moim zdaniem uświadomić, czym jest kłótnia dla nas. Wnioskiem będzie zapewne, iż jest to nieprzyjemny moment dnia, podczas którego wymieniamy zdania z drugą osobą i bardzo często wplatamy jakieś przekleństwo i podnosimy głos, a współuczestnik owej kłótni robi to samo.
Następnie musimy zadać sobie pytanie, dlaczego dochodzi do kłótni. Prawdopodobieństwo wystąpienia kłótni bez powodu jest na prawdę niskie. Być może sami nie zauważyliśmy powodu i poczuliśmy się zaatakowani ot tak, ale nasz atakujący z pewnością miał jakiś powód.
Przejdźmy więc do analizy powodu.
Coś co dla nas jest bez znaczenia, dla drugiej osoby może być bardzo ważne. Coś do czego nie przywiązujemy wagi może kogoś poważnie drażnić. Zastanówmy się nad powagą powodu. Jeśli to my mamy powód do niezadowolenia, przemyślmy go zanim dojdzie do ciętej wymiany zdań. Zanim wybuchniemy, przedstawmy nasz problem spokojnie.
Sposób przedstawiania problemu: 'Zawsze zostawiasz skarpetki na stole' lub 'Czy możesz nie zostawiać skarpetek na stole bo bardzo mnie to drażni?'
Pierwszy sposób naturalnie prowokuje mniej lub bardziej wyrafinowaną ripostę. Użyliśmy frazy: 'bo ty zawsze', która w większości przypadków zaowocuje mało konstruktywną odpowiedzią prawdopodobnie przybraną w atak. Najlepszą bowiem obroną jest atak i tak właśnie ludzie odczuwający zagrożenie bronią się. Myślę, że jest to instynktowne zachowanie i podczas gdy jedni panują nad sobą, inni wcale nie muszą.
Drugi sposób nie zawiera żadnej atakującej frazy. Zawiera za to informację o naszych uczuciach. Ten drugi sposób za tem, jest mniej prowokujący i dzięki opisaniu uczuć jakie nam towarzyszą sami w sobie redukujemy potrzebę podnoszenia głosu i krzyku. Przy zastosowaniu drugiego sposobu, mamy dużą szansę, że do kłótni nie dojdzie i że skończy się na pokojowej wymianie zdań.
Załóżmy teraz, że to nie my a druga osoba występuje z problemem. Jeśli to co usłyszeliśmy zaboli nas, zareagujemy agresywnie, rozpłączemy się i wycofamy lub spokojnie przedstawimy własny punkt widzenia, lub zwyczajnie przyznamy rację naszemu rozmówcy i obiecamy poprawę gdyż doszliśmy do wniosku, że wina leży po naszej stronie, lub też zwyczajnie zdecydujemy się ustąpić.
Jeśli zamiast pokojowej wymiany zdań, my lub nasz rozmówca 'wybuchnie', cóż mamy wreszcie kłótnię.
Ja zawsze staram się zachować względny spokój i dać drugiej osobie dokończyć zdanie. Nie ma nic gorszego od wcinania się w wątek drugiej osoby. Bywa to trudne, ale w końcu, my nie chcielibyśmy być przekrzykiwani więc dajmy drugiej stronie szansę się wysłowić. Po drugie nie znoszę gdy ktoś stosuje metodę jak na przesłuchaniu, czyli bez względu na to co powiesz, powtarza jedno zdanie. To jest bardzo denerwujące, lekceważące i pokazuje brak chęci nie tyle zrozumienia, co samego posłuchania. We mnie narasta wtedy kilka uczuć: agresja, rozczarowanie, smutek, rezygnacja. Zwykle, gdy ktoś w taki sposób postępuje ze mną, staram się ratować kłótnię i pytam: 'Dlaczego w kółko powtarzasz to samo zdanie? Nie chcesz mnie słuchać?'. Zazwyczaj  nie dostaję żadnej sensownej odpowiedzi, ale chociaż daję sobie moment na oddech. Jeśli sięgniemy po metodę przesłuchania sami, spodziewać się możemy wzmożonej agresji lub wycofania. Nie bądźmy więc tacy i powstrzymajmy się od tej śledczej metody.
Pamiętajmy o wspomnianym już' bo ty zawsze...' i o 'bo ty nigdy...' . Skoro ja zawsze lub skoro ja nigdy, to po co w ogóle się kłócić? Lepiej zwyczajnie się rozejść każdy w swoją stronę. W obliczu kłótni użycie tych fraz grozi prawdziwym trzęsieniem ziemi.
Przeanalizowaliśmy problem, wymieniliśmy zdania, doszło do kłótni. Nie używamy denerwujących fraz, ani metody śledczej, nie przerywamy cudzych zdań. Zachowujemy zimną krew, nawet jeśli nasz współuczestnik wydarzenia nie gra 'fair'.
Po co nam ta cała kłótnia?
Dowiadujemy się o problemie lub informujemy o nim. Kłótnia nie ma na celu siania zniszczenia. Kiedy emocje nieco przygasną, szukajmy rozwiązania.
Nie odczekujmy, szukajmy rozwiązania pod koniec kłótni. Wtedy obie strony dobrze pamiętają jakie uczucia wywołał poruszony temat. Jeśli zależy nam na relacji z rozmówcą, nie czekajmy. Powtórzyłabym to jeszcze ze sto razy, ale przyszła mi do głowy następna ważna rzecz.
Otóż, czasem przecież bywa tak, że jedna ze stron odejdzie, ucieknie.
Jeśli to my uciekliśmy, pamiętajmy, że zawsze możemy wrócić i kontynuować. Jeśli uciekła nam druga osoba, myślę że przeważnie warto iść za nią i przekonać do rozmowy. Nawet jeśli usłyszymy 'zostaw mnie w spokoju', moim zdaniem warto spróbować włączyć naszego uciekiniera z powrotem do rozmowy.
Cóż, ja zawsze staram się nie spłoszyć i staram się wytrwać do końca. Nie lubię gdy ktoś miota wyzwiskami, przekleństwami i ocenami. Lubię natomiast gdy ktoś mówi o tym co czuje, czego chce lub nie chce i dlaczego. Gotowa jestem rozpatrzeć każdy uzasadniony wniosek. Uzasadniony- mający uzasadnienie w umyśle zgłaszającego. Zdaję sobie sprawę, że materia dla mnie banalna, dla kogoś może być super ważna. Oczekuję tego samego niestety.
Nie łatwo o takiego uczestnika kłótni, ale moim zdaniem należy drugą osobę informować o wymienionych tu punktach i wypracowywać dobry model kłótni.

Nie rańmy się!
Napisałam tę parę słów w nadziei, że komuś się ta pisanina przyda.

PEACE

2 komentarze:

  1. Genialny wpis, świetnie zgłębiłaś temat :) Ja mam skłonność do częstych sprzeczek z moim ukochanym i choć tego nie chcę to jakoś tak wychodzi... Ale staram się nie ranić i nie mówić tego, czego bym potem żałowała do końca życia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam z doświadczenia:D Stoję na stanowisku, że trzeba się czasem posprzeczać, jeśli nam na sobie zależy:)

      Usuń