czwartek, 27 października 2011

Uderzenie w głowę

Własnie wróciłam z posiedzenia ze znajomymi mojego lubego. Nie powiem, źle nie było. Podjadłam, popiłam. Siedziałam jednak sama jak ten kołek. Bariera językowa daje się we znaki. Angielski we Francji to jak solony śledź na pustyni...nikt nie chce mieć z nim nic wspólnego:)...choć z pewnością nie wolno wrzucać wszystkich do jednego worka:))

PEACE

4 komentarze:

  1. No tak, nie od dziś wiadomo, że Francuzi mają awersję do angielskiego i jedynym akceptowanym przez nich językiem jest francuski:) ale rozumiem ich całkowicie- francuski to przepiękny język!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no, nie brzydki jest i do tego porusza mięśnie twarzy, o których istnieniu nie miałam pojęcia:) ...pamiętam, jak raz z zapałem studiowałam czytankę w książce do francuskiego, to aż pobiegłam do lustra sprawdzić czy nie spuchłam:P

      Usuń
  2. Tak sobie przeglądam Twojego bloga i przy tym wpisie wpadło mi do głowy takie pytanie. Twój luby jest Francuzem tak? Jak Ty się z nim dogadujesz? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój luby jest Francuzem, ale mówi po angielsku a więc po angielsku nawijamy do siebie:)Czasami wtrącamy coś tam po francusku i po polsku, ale naszym głównym językiem jest angielski:)

      Usuń